
Literka T przy dniu znaczy relacje Tomka
Literka B i pochylony tekst - Beaty
5 stycznia
Nasi znajomi Bob i Alex polecieli do Londynu wziąć ślub, odwiedzą nas jeszcze w drodze powrotnej, już jako para młoda...
Bob ma jakieś kłopoty z wizą do Mexyku i obawia się że go nie wpuszczą tam z powrotem, zapytał więc Tomka czy w razie czego, nie przeprowadziłby mu jachtu do El Salvador, oczywiście odpowiedz Tomka brzmiała: „ a od czego ma się przyjaciół”.
Skomplikowałoby nam to trochę plany... no ale z drugiej strony, byłaby to mała przygoda, nasi znajomi zostaliby na Luce, a my pożeglowalibyśmy ich jachtem:-).

Filmy z LUKI
Tomek
Trzyczęściowy film z nurkowania na Socorro :
Part 1 Part 2 Part 3
4 stycznia
Znajomi przypominają o relacjach.
No więc, a to Święta, goście, a to praca na Luce... a ostatnio pożyczyliśmy od znajomego z kotwicy zewnętrzny dysk z 1 terabyte filmów.
3 dni przeglądania, co już oglądaliśmy, a czego nie, i kopiowanie...
Ale za to w długich przelotach następnego rejsu będziemy mieć dużo nowych filmów.
Tomek coraz częściej marudzi że chce już płynąć... musimy jednak czekać do marca na wyjaśnienie pewnych spraw i „przyjazne wiatry” na południe.
Zanim wypłyniemy w nasz rejs będziemy mieć dwa krótsze rejsy, w styczniu odwiedzą nas znajomi z N.Y. Popłyniemy z nimi na Pearl Islands, a w lutym zaprzyjaźnieni nurkowie z Polski – w końcu mamy nowy solidny kompresor:-)
Żeglarz, od którego go kupiliśmy, wypłynął jeszcze tego samego dnia przez Kanał do Cartageny, nie czekając nawet na pieniądze i umówiliśmy się że przelejemy je na jego konto, przez internet.
Niestety okazało się że z naszego banku przez internet, możemy przelać tylko 1000 dolarów dziennie, więc dzień po dniu przelewałam po $1000, w końcu „spłaciliśmy raty” i wszyscy są szczęśliwi. Tomek bardzo chciał mieć ten kompresor, poznaliśmy Jima w Manzanillo MX, na rufie jego jachtu szczelnie obudowana stała wielka maszyna do nabijania butli, kompresor wyglądał jak nowy, a licznik pokazywał że pracował tylko 15 godzin...
Napędzany jest jednocylindrowym deaslem, Yanmar, z rozrusznikiem (ale można go też odpalić ręcznie) który pobiera paliwo prosto ze zbiorników jachtu. Już wtedy w Manzanillo mój kapitan powiedział: „ten kompresor znajdzie się u nas na Luce”.
Zabrzmiało to w tych okolicznościach dziwnie, za kilka dni odpływaliśmy w stronę Hornu, a właściciel na razie nie chciał go tak naprawdę sprzedać i wyskoczył z ceną 8 tysięcy dolarów.
Cena była stanowczo za wysoka, choć nowy kompresor tego typu, z ochraniającą go solidną skrzynią ze stali nierdzewnej kosztowałby ok. 11 tysięcy dolarów.
Ale co ma popłynąć, popłynie…
Z powodu awarii przy Wyspie Wielkanocnej zmieniliśmy plany i skierowaliśmy Luke do Panamy, i cóż za niespodzianka. Po tygodniu zjawił się tu także nasz kompresor. Jim na swoim s/v Seahorse przypłynął do Panamy i zaczęły się pertraktacje, które z przerwami trwały do ostatniego dnia pobytu Jima w Panamie.
Teraz ładowacz butli stoi solidnie zamocowany na rufie Luki i chyba trzeba będzie wymyślić mu jakieś imię.
Nasz autopilot nazywa się "kochanie", bo gdy się buntuje, Tomek gada do niego: "kochanie przestań lecieć ze mną w ch... i włącz tą pompę", albo:"kochanie nie możesz teraz przestać działać, zepsuj się w porcie" itp. Może nazwiemy naszego ładowacza Heniek od Herkulesa :)
|